Xiaomi- na pewno każdy słyszał o tej marce. W ostatnim czasie zyskała ogromną popularność na całym świecie. Ludzie pokochali ją za świetny stosunek ceny do jakości. Ale czy produkt, na którym się dzisiaj skupię przetrwał próbę czasu? Zapraszam na podsumowanie prawie dwuletniej przygody z Xiaomi Redmi Note 4.

W moim dotychczasowym życiu przez moje ręce przewinęło się trochę telefonów. Głównie były to Samsungi. Pierwsza „Galaktyka”, następnie SIII i S6. Ten ostatni to naprawdę dobry telefon z tragiczną baterią. To właśnie skłoniło mnie, aby poszukać czegoś z dobrymi parametrami, dobrą baterią i żeby nie kosztowało majątek. Mój wybór padł na Xiaomi Redmi Note 4.

Największe wrażenie po zakupie zrobiła na mnie bateria. Spokojnie byłem w stanie korzystać z telefonu przez cały dzień. Pod koniec dnia zostawało mi zazwyczaj 20% baterii.

Z ekranem już nie było tak kolorowo. Trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do matrycy typu IPS. Przesiadałem się przecież z Super AMOLEDa. Kto miał styczność z tego typu ekranami wie, że kolory są aż nienaturalnie nasycone, kontrast jest nieskończony. Wielkościowo Xiaomi bardzo przypadł mi o gustu. Ekran 5,5 cala nie sprawiał żadnych problemów podczas korzystania jedną ręką. Do konsumpcji treści nadaje się idealnie. W 2019 roku mamy do czynienia z „lotniskiem” nad i pod ekranem. Nie wpisuje to się w obecne trendy na „bezramkowość”.

Tył także nie skrywa niczego zaskakującego. Metalowa konstrukcja z plastikowymi wstawkami na anteny. Jednak to według mnie dobre rozwiązanie. Dobrze zniosło dwuletni okres użytkowania. Nie musiałem się obawiać, że stłukę tylną klapkę. Dzięki takiemu rozwiązaniu byłem także w stanie szybko dostać się do wnętrza telefonu, ale o tym za chwilę…

Wydajnościowo to typowy średniak. Od początku zdawałem sobie świadomość, że to nie będzie demon prędkości. Jednak do codziennych zastosowań Redmi Note 4 spisywał się świetnie. Zdarzało się, że łapał zadyszki, gdy wymagałem od niego zbyt wiele. Wersję, którą posiadałem miała 3 GB RAMu i to zdecydowanie za mało. Po otwarciu czterech aplikacji pamięć już usuwała pierwszą otwartą aplikacje. Może to też być wina dość ciężkiej nakładki jaką jest MIUI. Właśnie! MIUI

 Są jej zwolennicy i przeciwnicy. Jedni lubą czystego Androida prosto od Google, inni natomiast wolą nakładki producentów. Nakładka wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Ilość elementów, które można dostosować pod własne preferencje na początku mnie przytłaczała. Zdarzało mi się, że po kilku miesiącach odkrywałem jakąś nową funkcję. Świetną sprawą są motywy (fakt tu nic zaskakującego mają to też inne nakładki), do komfortowego korzystania z telefonu potrzebuję czarnego tła z białą czcionką. Tutaj mogłem to uzyskać. Spójność aplikacji też jest dla mnie dużym zaskoczeniem. W każdej aplikacji od producenta jestem się w stanie odnaleźć. Synchronizacja danych to coś dzięki czemu mogłem się choć trochę poczuć jak posiadacz IPhonea z IOS. Wszystko pięknie jest zapisywanie w chmurze Xiaomi. Po przywróceniu do telefonu do ustawień fabrycznych wystarczyło tylko przywrócić kopię zapasową i już wszystko było tam, gdzie wcześniej: ikony na pulpicie, wiadomości, nagrania z dyktafonu itp. Cieszy także fakt długiego wsparcia, Note 4 dostałem w raz z MIUI 8, a przygodę zakończyłem z „dziesiątką”. Wydaje mi się, że spokojnie telefon dostanie MIUI 11, ale może to wpłynąć negatywnie na jego wydajność.

Ale ale ale dosyć tego wychwalania, teraz trzeba ponarzekać.

Jedną z największych wad Redmi Note 4 jest jego aparat. Od samego początku nie skradł mojego serca. Bardzo często zdarzało się, że nie łapał ostrości na tym obiekcie, który akurat mnie interesował. Jak już się udało to zdjęcia w dzień były dobre, ale tylko dobre. Zdjęcia nocne w tej cenie to standard: duża ilość szumów. Dla osób robiących dużo zdjęć na pewno nie poleciłbym tego telefonu kiedyś, jak i teraz.

Ta bateria, którą tak chwaliłem na początku nie była tak wspaniała. Dość szybko się zużyła Po 9 miesiącach od zakupu już czułem duży spadek wydajności. Aż tu nagle pewnego dnia spuchła i wypchnęła ekran do przodu. Od lewej strony byłem w stanie zobaczyć podświetlenie matrycy. Co zrobiłem? Zamówiłem zamiennik w Chinach i samodzielnie wymieniłem uszkodzoną część. Konstrukcyjnie telefon jest dość prosty w naprawie. Obudowa trzyma się na zaczepach. W środku wszystko przykręcone kilkunastoma śrubkami. Wymiana baterii zajęła mi 30 min. Po tej operacji telefon odżył.

Ekran także udało mi się potłuc. To akurat moja wina, nieszczęśliwy upadek. Z tym też sobie poradziłem wymieniając go na nowy. Zamiennik, który zamontowałem jest nawet lepszy od oryginału. Jest trochę jaśniejszy, kolory są nieco żywsze.

Wejście słuchawkowe także nie przetrwało próby czasu. W moim przypadku praktycznie w każdym telefonie jaki dotychczas miałem, to uszkadzało się najczęściej. Słucham bardzo, bardzo dużo muzyki, ale o tym może innym razem.

Więc największa zaleta czyli bateria okazała się wadliwa. Problem występuje na większą skalę. W rodzinie jest jeszcze jeden Redmi Note 4. W nim także bateria straciła swoją pojemność.  Być może wynika to z tego, że Xiaomi montuje słabej jakości ogniwa? Przecież muszą ciąć koszty, jeśli chcą, żeby produkt kosztował jak najmniej. 

Podsumowując…. Telefon pomimo tych wad, które wymieniłem jest świetny. Korzystało mi się z niego bardzo przyjemnie, w większości sytuacji robił to co ma robić. Co do aparatu nigdy nie mogłem być pewien czy zrobi dobre zdjęcie.

Telefon teraz leży sobie w szufladzie, ale chyba znajdę dla niego jakieś zastosowanie.